Home Sweet Home

img_7741 img_7552

Nawet w trakcie ostatniego spaceru po singapurskim Bugis udało się nam wypatrzeć kolejne zrobione na ścianie „arcydziełko”. Lubimy wracać do tego miasta-państwa i kolejny raz doceniamy kawał dobrej, nowoczesnej architektury oraz ciekawych rozwiązań w przestrzeni mejskiej. Pod względem estetycznym zazdrościmy im bardzo a w nieraealnych marzeniach dokonujemy przeprojektowania naszej stolicy szukając podróżnych inspiracji. Smuci aktualna brzydota Warszawy a nastrój obniża bolesne uświadomienie sobie,że drugim Singapurem jednak nigdy nie będzie (szybciej Kielce zostaną stolicą RP).
Całkiem sporą dokumentację zdjęciową azjatyckiego street artu zrobiliśmy do pokazywania na spotkaniach towarzyskich. Ukochana Praga Północ przywitała nas ulubionym napisem na Stalowej „Kocham Pragę” oraz prawdziwymi popisami lokalnych mistrzów malarstwa ulicznego w postaci czteroliterowych napisów wysprayowanych z błędem ortograficznym. Home sweet Home. To bierzemy się ostro za wyszukiwanie promocji lotniczych…

img_7618
img_7633
Opublikowano trip | Skomentuj

Fotek nie będzie

img_7389 img_7393

Zdecydowanie to nie jest wyjazd zdjęciowy. Po miesiącu jeżdżenia zdjęć mamy mało a jeszcze mniej takich do pochwalenia. Nagle migawkę w oku zastąpiło nerwowe rozglądanie się czy Ktoś Mały znowu czegoś nie ściągnął, nie zniszczył i nie trzeba bić w pokłony przeproszeniowe. I do tego P. prawie rozpacza, bo przyzwyczajony do swojego cudownego obiektywu w ramach minimalizacji bagażu nie zabrał go, odstępując miejsca w plecaku na rzeczy Wiadomo Kogo.

img_7390

Czytaj dalej

Opublikowano trip | Skomentuj

Może morze i różne kraje

img_7465

Aby zabrać Małego Mikołaja nad morze próbowaliśmy różnych sposobów. Może brzmi to dziwnie, ale wiele myśli i planów tworzyliśmy, dopracowywaliśmy a potem nawet rezygnowaliśmy. Z Georgetown, które jest na wyspie – czyli otoczone jest morzem (takie perełki zdaniowe czasem udaje mi się stworzyć) robiliśmy krótkie  wycieczki, ale jakoś nie w stronę wybrzeża i plaży. Wybraliśmy się na spacery po fascynującym ogrodzie botanicznym, co pozwoliło nam nacieszyć oczy niespotykanym poziomem zieleni, oraz trochę pobyć w cichszym otoczeniu. Szukaliśmy kawiarenek na promenadzie, zresztą, samej promenady też trochę szukaliśmy, i z nią poszło nam nawet nieźle, lecz jednak była bez-kawiarenkowa.

img_6878 img_7083

Zwiedziliśmy rozległy kompleks świątynny, wspinając się na znaczne ilości schodów i spływając znacznymi ilościami potu. Walczyliśmy z poruszaniem się wózkiem po wąskich uliczkach i wysokich krawężnikach. Byliśmy świadkami i sami zostaliśmy wciągnięci w sesje fotograficzne Młodych Par. Nasz Syn, okazuje się, jest najbardziej pożądanym podmiotem zdjęć malezyjskich i tajskich przechodniów, gdyż spacerując to nawet często zatrzymujemy się i Mikołaj ma swoje sesje zdjęciowe z paniami, panami, młodzieżą i dziećmi.
A nad morze nie pojechaliśmy. Zwiedziliśmy, w ramach kolejnego wypadu farmę motyli, i jadąc tam mijaliśmy ośrodki wypoczynkowe rozlokowane na północnym wybrzeżu Penangu.

img_7353 img_7396

Czytaj dalej

Opublikowano trip | Skomentuj

Smażone Lody

img_7294 img_7286 img_7268

Będzie wpis bardzo osobisty, bo za nami wzruszające wydarzenie. Kiedyś tylko teoretycznie rozumieliśmy radość rodzicielstwa z pobłażaniem patrząc na przechwalających się umiejętnościami pociech rodziców i wydawało się ich bezsensownymi wywodami na temat pieluch. Teraz nam samym kręci się łza na pierwsze samodzielne wstawanie, mówienie na wszystko „ne, ne, ne” pytanie „gzie?”, pokazywanie noska.

img_7197 img_7313_mod1 img_7314 img_7319

Czytaj dalej

Opublikowano trip | Skomentuj

Malezja – dziecko, street art i dżungla

img_7004 img_7010

Najpierw przeciągnęliśmy Młodego przez duszne zakamarki Hong Kongu niczym z filmów Kar Waia. Teraz znaleźliśmy się w usłanej odcieniami zieleni i wyposażonej w dżunglowe połacie Malezji. Ogólny zarys spędzenia tu czasu miał polegać na zaszyciu się na głębokiej wioskowej prowincji, zabawach Syna z rówieśnikami na klepisku w urokliwych chatach i przede wszystkim pianiem z zachwytu nad urokliwą, dziką przyrodą.
A tu „dupa”. Planem stał się brak planu.

Czytaj dalej

Opublikowano trip | 3 komentarzy

Słoiki

img_6702

Spacery po Hongkongu z Małym Mikołajem dostarczają dodatkowej porcji przygód. Bo oto należy znaleźć miejsce, gdzie mogą i będą chcieli podgrzać słoiczkowe jedzenie.
Wchodzimy, pytamy, pokazujemy słoik i oczywiście nie ma z tym problemu. Aż problem się pojawi. Z reguły zamawiamy najpierw i potem kręcimy się wokół słoika, ale tutaj Ola powiedziała, aby zapytać wcześniej. I pan powiedział, że nie mają mikrofali i żebyśmy sobie poszli do sklepu „Seven-Eleven”. Gwoli wytłumaczenia – to są pierwowzory naszych Żabek, Małpek i innych małych sklepów czynnych często 24h.
My je poznaliśmy i pokochaliśmy w Bangkoku. A w Mexico City zaopatrzyliśmy się tam na Wigilię 2011. Oj, wspomnienia….

img_6725 img_6736 img_6751

Czytaj dalej

Opublikowano trip | 3 komentarzy

Trochę spacerów po Hongkongu i azjatycki targ owoców morza

img_6507 img_6509 img_6512 img_6516

Dwie rewizje informacji podanych w poprzednim wpisie.
Pierwsza rewizja to wmuszona we mnie przez O. dotycząca metrażu, na jakim żyjemy w Hongkongu. Bo ma doświadczenie z mieszkania na 14 metrach kwadratowych i wie ile to jest, a ile to dwadzieścia pięć. Więc tutaj jest nie więcej niż dwadzieścia. Więc nawet lepiej, bo jest gorzej. Bardziej po hongkońsku.

Druga informacja nawiązująca do poprzedniego wpisu to taka, że nadal jest prze@#$ne jeździć wózkiem po tutejszych ulicach, ale, faktycznie, zdarzają się fragmenty  z rampami i podjazdami. Nawet do metra czasem można wjechać windą i są oznaczenia dla niepełnosprawnych. Tylko potem bramki do wejścia do metra są takie, że wózek aluminiowy z małymi kółeczkami i tak nie przejedzie i Mały musi iść na ręce do Mamy, a  wózek ja przenoszę ponad bramkami. Więc połowiczny sukces.

img_6484

Niedzielę spędziliśmy na spacerach i przepłynięciu promem pomiędzy Wyspą Hongkong a Kowloon. Krótka to przejażdżka, ale dająca wiele radości. I nie mówię tu o Dzieciaku, choć wyglądał na zadowolonego, ale o nas. Widoki potrafią zauroczyć, wyjście z labiryntu ulic i tej niezmiernie gęstej zabudowy pozwoliło odetchnąć.

img_6524 img_6548
I powietrze przyjemniejsze, bo nadal dalekie od przyjemnego i orzeźwiającego. Tak sobie myślę, oddychając tutejszym powietrzem oraz porównując ostatnią moją wizytę służbową
w Kamerunie, że dla ludzi wychowanych w takich okolicach, gdzie jest niesamowicie wysoka wilgotność i temperatury oscylują wokół 30 st.C, to gdy ludzie stamtąd przyjadą do Polski i na przykład znajdą się w kwietniu w górach, to chyba ta mroźność naszego wiatru musi być dla nich zabijająca. Ale dla nas wcale nie łatwo jest poruszac się po tutejszych ulicach, bo to jakby nosić ze sobą kabinę prysznicową i to świeżo po wyjściu dziewczyny biorącej tam prysznic przez 37 bez mała minut.

Mimo parnego powietrza udało nam się zwiedzać ulice handlowe i obserwować ludzi, a potem wieczorem miała miejsce uczta urbanistyczna dla oczu, czyli widok linii zabudowy wieżowców na wyspie Hongkong oglądany z Kowloon. Warto było jechać tyle kilometrów. A zdjęcia mało mogą powiedzieć akurat w tym przypadku.

img_6564 img_6626
img_6631

Dnia następnego udało nam się oddalić od wieżowców i oglądaliśmy mały port rybacki i zabudowania. Oraz główną atrakcję tego miejsca – targ owoców morza i lokalne restauracje
Jeśli chodzi o nasze pory posiłków, to niestety często tak się zdarza, że podczas pory lunchu, gdzie wszyscy zapełniają bary i restauracje, to my jesteśmy tak z 15 minut po zakończeniu pierwszego porannego posiłku i nie chcemy by była to smażona na głębokim tłuszczu wieprzowina bądź inne mięso w sosie sojowym.

img_6655 img_6665

Zatem, gdy dla nas zbliża się pora głównego posiłku, to wtedy, i to dzieje się nie tylko w Hongkongu, ale wcześniejsze doświadczenia były podobne, to wtedy wszystkie knajpy są puste, obsługa w nich śpi i zamówienie czegoś graniczy z bezczeszczeniem ich dobrze zasłużonego odpoczynku. Więc nie zawsze udaje nam się od razu znaleźć miejsce i zasiąść do posiłku. I tak było przy targu z owocami morza, byliśmy jednymi z nielicznych klientów, wszystkie miejsca świeciły pustkami.

Zwiedziliśmy i wróciliśmy do centrum na dalsze poszukiwania. Jeszcze do tego deszcz nas wygonił, więc nie mogliśmy ocenić, co przygotowałby dla nas kucharz wyrwany ze snu.
A z drugiej strony, my bardzo lubimy owoce morza, a morze lubi zaskakiwać nas – Panopea abrupta.

img_6672 img_6675
Opublikowano trip | Skomentuj

Panie Marszałku – zadaję pytanie – w Hongkongu…

Chcemy Was przywitać z Hongkongu. Przerwa w naszym dzienniku internetowym była znaczna, ale i przyczyna jest znaczna – pojawił się nowy Mały Podróżnik.
I jesteśmy we trójkę w Hongkongu, jest to wycieczka na pierwsze urodziny Młodego.

img_6421 img_6430

Najpierw małe sprostowanie – przeczytaliśmy gdzieś (specjalnie nie podam linka, bo nie chcę rozsiewać dezinformacji), zatem przeczytaliśmy gdzieś wywiad z osobą mieszkającą w Hongkongu i posiadającą męża i dziecko i pławiącą się w zachwytach, jak to miasto jest przystosowane do spacerów z dzieckiem. Otóż, sprostowanie się należy – może w dzielnicach, jak to modnie nazwała (kalecząc język) „ekspackich” gdy wyjść z domu do samochodu to jest wygodnie i do wózków przystosowane, ale na wyspie Hongkong i w dzielnicy biurowców i eleganckich sklepów jest mnóstwo stromych alejek i ulic, regułą jest, że chodnik zamienia się w ciąg schodów, albo że ma szerokość 45 cm. Rozumiem, w końcu miasto zbudowane na wzgórzach i stromizny są jego urokiem, ale żeby od razu dezawuować kraj, że niby dużo gorzej przystosowany i zachwycać się tutejszym poziomed dostosowania do wózków, to akurat przesada.

img_6431 img_6436 img_6437 img_6443

Choć można zachwycać się tutejszym rozwojem urbanistycznym i architekturą, bo jest to przykład nowoczesnego miasta. Spacerowaliśmy wieczorem ulicami w okolicach Central
i tylko wyczekiwałem, gdy zza rogu wyjdzie Roy Batty. Azjatyckie miasta-molochy to jest następny etap rozwoju, który nie doszedł do Europy. Dopiero, gdy będzie zbyt mało miejsca
i będzie konieczne zbudowanie kolei napowietrznej oraz autostrady z czterema pasami w każdą stronę, która cały czas biegnie 40 m nad ziemią, będzie to znak, że
urbanizacja weszła na kolejny poziom.

Wszystko tutaj jest podyktowane lokalizacją. Mało miejsca oznacza bardzo małe mieszkania. Bardzo bardzo małe. My wybraliśmy, coś, co dawało poczucie jako takiej swobody, szczególnie dla raczkującego chłopca.
I mamy tak ze 25m2 przestrzeni i łazienkę, gdzie kolanami uderza się w drzwi wejściowe i przysznic jest praktycznie nad sedesem. Ale tutaj 25 metrów to luksus.
W hostelach pokoje mają tak z 7, może 8 metrów kwadratowych. Zabawą jest oglądanie tych pokoi na zdjęciach umieszczanych przez hotele i, jak detektyw, wynajdywanie
który kąt został użyty w tym ujęciu i co zostało ukryte i co jest na ścianie, której nie widać, ale za to jest na kolejnym zdjęciu, jakby to już innego pokoju.

img_6445 img_6461

Hongkong jest imponujący. W każdym razie początkowe wrażenie jest bardzo pozytywne. Może będzie czas na odnajdywanie miejsc znanych z filmów, choć, może nie zawsze te filmy
widziałem, bo na przykład Bank of China Tower wystąpił m.in w części „Transformers’ów”.

Opublikowano trip | Skomentuj

Chiny z opóźnieniem, ale zawsze

Aby udało się wyrobić przed drugą rocznicą pobytu w Państwie Środka, dodaliśmy do galerii Chiny ponad 250 zdjęć.

Oto kilka przykładów:

img_6318 img_6269 img_6346 img_6372 img_6384 img_6450
Opublikowano trip | Skomentuj

Lenie i Maroko

img_8686

Inny to wyjazd, stanowczo nie podróż tylko spotkanie z naszymi wspomnieniami marokańskimi-nigdzie indziej tylko w Maroku. Kilka lat temu udało nam się spenetrować ten kraj od Sahary po wioski w Atlasie, garbarnie, gwar medin i jednopalnikowe jadłodajnie.
Teraz, pewien malutki ale determinujący naszym przemieszczaniem się Czynnik Wewnętrzny sprawił, że samo bycie w Maroku sprawia radość a towarzyszący nam spokój i brak pośpiechu pozwala kontemplować otaczającą rzeczywistość.
Jest zupełnie inaczej niż w pozostałych naszych podróżach, zwykły spacer daje satysfakcje, w lokalnych kafejkach sączymy słodką jak ulepek miętę i obserwujemy zastygając jak miejscowi. Kiedyś zagwozdką było jak „tubylcom w ciepłych krajach” udaje się pozostawać w bezruchu i stanie stuporu przez dłuższy czas, teraz to wiemy-po prostu zastygasz i już i mijają kolejne kwadranse.I trzeba było wiele lat podróżować by posiąść tę wcześniej trudną do zrozumienia umiejętność.

img_8857 img_8945 img_8814

Czytaj dalej

Opublikowano trip | 1 komentarz