Fiesta czy Siesta

img_4400 img_4333 img_4001 img_3936

Fiesta to niby tylko impreza ale nie taka zwykła, bo oto fiesta to pewien rodzaj stanu emocjonalnego, który kompletnie pochłania, przeorganizowuje priorytety i sprawia, że jednym z nadrzędnych celów staje się właśnie fiesta. Ale nie chodzi tu o zwykłe permanentne pochłanianie się w stan szaleństwa. Fiesta jest dla nas stanem ducha dającym radość, fiesta wstępuje w nas zaraz po magicznym przekroczeniu granicy meksykańskiej (i nie tylko) i pozwala upajać się samym przebywaniem w odległej od codzienności krainie.

img_4200 img_4315 img_4289 img_4238 img_3669

I w tym fiestowaniu rodzą się kolejne pomysły i wraca tęsknota za stanem kiedy podróż była codziennością a codzienność podróżą. I wtedy na meksykańskim hamaku następuje siesta. Otwieramy oczy i ku wielkiej radości synka pojawia się bury, przerdzewiały  40-letni Volkswagen z wymalowaną wielką pacyfką. Szybko ustalamy właścicieli-podróżującą nim kanadyjsko-czeską rodzinę. I tak pojawia się kolejny plan związany z wymalowanym w kwiaty hippisowskim busem…Zarysowany między fiestą a siestą jeszcze kiełkuje wkraczając w niebezpieczne stadium chęci jak najszybszego zrealizowania. Ale jeszcze Meksyk, bo przecież tu nas przywiało. Wylądowaliśmy dokładnie tego samego dnia, którego poprzednio opuściliśmy ten kraj. Nie bacząc na godzinę szybko zabieramy Małego w lewą uliczkę od dworca pekaesowego sprawdzić, czy nadal jest nasza knajpka z flautasami. Jest! W tej samej małej, stęchłej budzie, ta sama osoba(!!!) zwija i nadziewa tortille wrzucając je na rozgrzaną blachę. Ten sam śmierdzący hostelik z bocznym wejściem przez różową bramę. Zbiór wspomień i zapachów najlepszej fiesty na świecie.

img_4474 img_4412 img_4448 img_3849

Wsiadamy i mkniemy colectivo do prowincjonalnego miasteczka i w owym colectivo między kolejnymi zwrotkami skocznej piosenki a serią podskoków na garbach z taką radością pokonywanych przez kierowcę, próbujemy wymienić się zdaniami co do ustalenia gdzie w zasadzie my jedziemy. Bo po co to nieważne. Sylwestrowa noc spędzana na prowincjonalnym placu z atrakcjami przygotowanymi dla maluchów, Mieszkańcy, my i starszy pan z kraju na K., innych turystów nie zaobserwowano. Kolejne dni, kolejne malutkie zapyziałe ale jakże piękne i serdeczne miasteczka. Co jakiś czas gwar Meridy, Campeche, zabytki, tańce, łyk margarity.
Tylko nie udaje nam się odkupić otwieracza do piwa z wizerunkiem swiętej Maryi z Guadalupe, który w trakcie fiestowania z naszego polskiego mieszkania ktoś sobie pożyczył. Więc po ten otwieracz musimy niebawem tu wrócić.
img_3824

20170112_215614 img_4226 img_3853 20170105_145341
Ten wpis został opublikowany w kategorii trip. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

6,682 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>