Może morze i różne kraje

img_7465

Aby zabrać Małego Mikołaja nad morze próbowaliśmy różnych sposobów. Może brzmi to dziwnie, ale wiele myśli i planów tworzyliśmy, dopracowywaliśmy a potem nawet rezygnowaliśmy. Z Georgetown, które jest na wyspie – czyli otoczone jest morzem (takie perełki zdaniowe czasem udaje mi się stworzyć) robiliśmy krótkie  wycieczki, ale jakoś nie w stronę wybrzeża i plaży. Wybraliśmy się na spacery po fascynującym ogrodzie botanicznym, co pozwoliło nam nacieszyć oczy niespotykanym poziomem zieleni, oraz trochę pobyć w cichszym otoczeniu. Szukaliśmy kawiarenek na promenadzie, zresztą, samej promenady też trochę szukaliśmy, i z nią poszło nam nawet nieźle, lecz jednak była bez-kawiarenkowa.

img_6878 img_7083

Zwiedziliśmy rozległy kompleks świątynny, wspinając się na znaczne ilości schodów i spływając znacznymi ilościami potu. Walczyliśmy z poruszaniem się wózkiem po wąskich uliczkach i wysokich krawężnikach. Byliśmy świadkami i sami zostaliśmy wciągnięci w sesje fotograficzne Młodych Par. Nasz Syn, okazuje się, jest najbardziej pożądanym podmiotem zdjęć malezyjskich i tajskich przechodniów, gdyż spacerując to nawet często zatrzymujemy się i Mikołaj ma swoje sesje zdjęciowe z paniami, panami, młodzieżą i dziećmi.
A nad morze nie pojechaliśmy. Zwiedziliśmy, w ramach kolejnego wypadu farmę motyli, i jadąc tam mijaliśmy ośrodki wypoczynkowe rozlokowane na północnym wybrzeżu Penangu.

img_7353 img_7396

img_7341

Wszystkie przewodniki piszą, że plaże i woda nie zachwycają i to co zobaczyliśmy faktycznie nie zachęciło nas, aby tam wypuścić Mikołaja na piasek. Był też plan przelotu z naszej mało plażowej wyspy na wschodnie wybrzeże. Niewielkie wyspy z bungalowami, dostać się można tam jedynie promem, wyspę można przejść na wskroś na piechotę. I cóż – po to aby dojechać tam, potrzebowaliśmy noclegu w Kota Bharu. Więc zamiast kolejnej wycieczki szukaliśmy i staraliśmy się zorganizować nocleg. Każde miejsce, które sprawdzaliśmy, miało komplet. Aż O. sprawdziła, że odbywał się tam muzułmański festiwal i perspektywa noclegu w pokoju bez okien w piwnicy i obcowanie z tłumami nas nie zachęciły. Zmieniliśmy plany. Zaczęliśmy ruchy konika szachowego po mapie, gdyż nowy pomysł się pojawił – zahaczymy o Tajlandię, tam też można spotkać morze i plażę, wpadniemy do Bangkoku, bo i to wielkie miasto darzymy sentymentem. I tak z północnej częsci Malezji wróciliśmy do Kuala Lumpur i zaraz potem wycieczkowo do Melakki na kilka dni i świętować słodko-ryżowe urodziny Mikołajka. Potem skok do Bangkoku, przygody miejskie, odnajdywanie miejsc. Następnie, aby zabrać Małego Mikołaja nad morze spróbowaliśmy jazdy pociągiem.

img_7357 img_7381 img_7404 img_7406

Pomysł z morzem trafiony – teraz Syn szalał na plaży i wbiegał do wody i był zdziwiony, że woda jakaś słona taka. Jaka to odmiana od jego pierwszego kontaktu – zaślubin z polskim morzem, gdzie piasek i woda były chyba mocno straszącymi żywiołami, bo z miny jego wtedy nie wnioskowaliśmy, że jest najszczęśliwszym plażowiczem w Trójmieście. A w Tajlandii, poza sezonem, Mikołaj odkrył piasek na nowo i szalał, jak to on potrafi. A że w gratisie dostał jeszcze od rodziców podróż pociągiem klasy osobowego z wiatrakami pod sufitem, podróż jak z lat osiemdziesiątych, gdzie pociąg mając do przejechania koło 230 km ma jechać planowo 4 a jechał 6,5 godziny. Ale to w końcu wyjazd z plecakami, więc niech Mały wie jak to jest. Oczywiście wróciliśmy już bardziej komfortowo, gdyż pociąg przegrał. Raz pomyłka i wystarczy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii trip. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

14,681 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>