Trochę spacerów po Hongkongu i azjatycki targ owoców morza

img_6507 img_6509 img_6512 img_6516

Dwie rewizje informacji podanych w poprzednim wpisie.
Pierwsza rewizja to wmuszona we mnie przez O. dotycząca metrażu, na jakim żyjemy w Hongkongu. Bo ma doświadczenie z mieszkania na 14 metrach kwadratowych i wie ile to jest, a ile to dwadzieścia pięć. Więc tutaj jest nie więcej niż dwadzieścia. Więc nawet lepiej, bo jest gorzej. Bardziej po hongkońsku.

Druga informacja nawiązująca do poprzedniego wpisu to taka, że nadal jest prze@#$ne jeździć wózkiem po tutejszych ulicach, ale, faktycznie, zdarzają się fragmenty  z rampami i podjazdami. Nawet do metra czasem można wjechać windą i są oznaczenia dla niepełnosprawnych. Tylko potem bramki do wejścia do metra są takie, że wózek aluminiowy z małymi kółeczkami i tak nie przejedzie i Mały musi iść na ręce do Mamy, a  wózek ja przenoszę ponad bramkami. Więc połowiczny sukces.

img_6484

Niedzielę spędziliśmy na spacerach i przepłynięciu promem pomiędzy Wyspą Hongkong a Kowloon. Krótka to przejażdżka, ale dająca wiele radości. I nie mówię tu o Dzieciaku, choć wyglądał na zadowolonego, ale o nas. Widoki potrafią zauroczyć, wyjście z labiryntu ulic i tej niezmiernie gęstej zabudowy pozwoliło odetchnąć.

img_6524 img_6548
I powietrze przyjemniejsze, bo nadal dalekie od przyjemnego i orzeźwiającego. Tak sobie myślę, oddychając tutejszym powietrzem oraz porównując ostatnią moją wizytę służbową
w Kamerunie, że dla ludzi wychowanych w takich okolicach, gdzie jest niesamowicie wysoka wilgotność i temperatury oscylują wokół 30 st.C, to gdy ludzie stamtąd przyjadą do Polski i na przykład znajdą się w kwietniu w górach, to chyba ta mroźność naszego wiatru musi być dla nich zabijająca. Ale dla nas wcale nie łatwo jest poruszac się po tutejszych ulicach, bo to jakby nosić ze sobą kabinę prysznicową i to świeżo po wyjściu dziewczyny biorącej tam prysznic przez 37 bez mała minut.

Mimo parnego powietrza udało nam się zwiedzać ulice handlowe i obserwować ludzi, a potem wieczorem miała miejsce uczta urbanistyczna dla oczu, czyli widok linii zabudowy wieżowców na wyspie Hongkong oglądany z Kowloon. Warto było jechać tyle kilometrów. A zdjęcia mało mogą powiedzieć akurat w tym przypadku.

img_6564 img_6626
img_6631

Dnia następnego udało nam się oddalić od wieżowców i oglądaliśmy mały port rybacki i zabudowania. Oraz główną atrakcję tego miejsca – targ owoców morza i lokalne restauracje
Jeśli chodzi o nasze pory posiłków, to niestety często tak się zdarza, że podczas pory lunchu, gdzie wszyscy zapełniają bary i restauracje, to my jesteśmy tak z 15 minut po zakończeniu pierwszego porannego posiłku i nie chcemy by była to smażona na głębokim tłuszczu wieprzowina bądź inne mięso w sosie sojowym.

img_6655 img_6665

Zatem, gdy dla nas zbliża się pora głównego posiłku, to wtedy, i to dzieje się nie tylko w Hongkongu, ale wcześniejsze doświadczenia były podobne, to wtedy wszystkie knajpy są puste, obsługa w nich śpi i zamówienie czegoś graniczy z bezczeszczeniem ich dobrze zasłużonego odpoczynku. Więc nie zawsze udaje nam się od razu znaleźć miejsce i zasiąść do posiłku. I tak było przy targu z owocami morza, byliśmy jednymi z nielicznych klientów, wszystkie miejsca świeciły pustkami.

Zwiedziliśmy i wróciliśmy do centrum na dalsze poszukiwania. Jeszcze do tego deszcz nas wygonił, więc nie mogliśmy ocenić, co przygotowałby dla nas kucharz wyrwany ze snu.
A z drugiej strony, my bardzo lubimy owoce morza, a morze lubi zaskakiwać nas – Panopea abrupta.

img_6672 img_6675
Ten wpis został opublikowany w kategorii trip. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

14,681 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>