Słoiki

img_6702

Spacery po Hongkongu z Małym Mikołajem dostarczają dodatkowej porcji przygód. Bo oto należy znaleźć miejsce, gdzie mogą i będą chcieli podgrzać słoiczkowe jedzenie.
Wchodzimy, pytamy, pokazujemy słoik i oczywiście nie ma z tym problemu. Aż problem się pojawi. Z reguły zamawiamy najpierw i potem kręcimy się wokół słoika, ale tutaj Ola powiedziała, aby zapytać wcześniej. I pan powiedział, że nie mają mikrofali i żebyśmy sobie poszli do sklepu „Seven-Eleven”. Gwoli wytłumaczenia – to są pierwowzory naszych Żabek, Małpek i innych małych sklepów czynnych często 24h.
My je poznaliśmy i pokochaliśmy w Bangkoku. A w Mexico City zaopatrzyliśmy się tam na Wigilię 2011. Oj, wspomnienia….

img_6725 img_6736 img_6751

Dla O. pan był niemiłym, ale ja myślę, że poddał nam bardzo dobry pomysł. Bo w tych sklepach też jest sporo produktów do skonsumowania od razu i tu w Hongkongu w każdym sklepie (jak na razie sprawdziliśmy trzy) mają mikrofalę.
I można podgrzać słoiczek. I potem z tym podgrzanym słoiczkiem spokojniej szukać miejsca do zjedzenia. I tak zrobiliśmy, posłuchaliśmy rady Pana niemiłego/niekoniecznie niemiłego i weszliśmy do niewielkiej restauracji.
Sprawa podania jedzenia Mikołajkowi zrobiła się nieco pilna, więc zajęliśmy się organizowaniem dobrej pozycji do siedzenia/podania mu jedzenia. Bo, wbrew pozorom, nie jest to takie wcale łatwe, w zatłoczonych i malutkich
knajpkach wymanewrować z wózkiem i potem z Małym na rękach. i jeszce nie usiąść tam, gdzie najbardziej napier@#$la klimatyzacja o temperaturze 16 st. C. Ale udało się, choć poziom stresu wzrósł nieco, gdyż zajmowaliśmy miejsce
przy stoliku szybko, ja poprosiłem O. o przesunięcie się na drugą stronę stołu, bo tu mniej wieje, zrobiła to, ogarniamy Małego, ja Go trzymam, O. wyjmuje słoik, ja przesuwam wózek i chę usiaść naprzeciwko tego małego stolika, jak do warcabów,
a tu patrzę a po drugiej stronie młoda Hongkończka sobie wygodnie się rozkłada naprzeciw mojej Żony, więc grzecznie, acz stanowczo ją wygoniłem i zaraz przeprosiłem pokazując na Mikołaja, a tu trzeba go zabawiać by mniej się darł, a tu jeszce podchodzi ta
kelnerka i już się pyta, co zamawiamy, ale my, kur#@de jeszcze nie zamawiamy, bo nie wiemy co i jak, na razie Mały ma zacząć jeść i zacząć się uspokajać.
Ale poprosiłem (chyba w miarę stanowczo), że „in a moment” i jakoś zamówiłem, choć te emocje oznaczały, że O. też była rozemocjonowana i nic nie chciała zjeść.

Lecz nie o tym chciałem pisać. Chciałem jedynie przekazać, że nietypowo się poczuliśmy, gdy Ola dawała łyżeczką jeść z tego słoiczka Mikołajowi, po tym jak tam weszliśmy i nagle jakaś pani z obsługi zbliżyła
się do stolika i dotknęła słoika. Bo była pewna, że pewno zimny. A tu ciepły, bo z „Seven-Eleven”. I nie jesteśmy Niemcami, którzy są znani z tego, że stosują „Zimny Chów” i dają dzieciom słoiczki prosto z lodówki, nie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii trip. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Słoiki

  1. K. Balik pisze:

    Nooo, z dzieckiem, to takie przygody, że ho! ;) A na zdjęciu Mikołaj już chyba najedzony, bo jakoś radośnie mu. I mamusi też.

  2. Anyac pisze:

    Czytając Wasze wpisy, jak żywa przypomina mi się nasza podróż z rocznym Frankiem do Szkocji. Przygód tam mieliśmy wiele-mam nadzieję kiedyś Wam opowiedzieć przy winie u nas :)

    Dodatkowa informacja od Jasia:
    Musisz sprobowac dim sims na stacji central metro station:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

14,090 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>