Trzy tygodnie pod znakiem wiz

Jezdzenie po miastach i bezdrozach roznych krajow ma kilka wymiarow. Nalezy skupic sie na codziennych czynnosciach, bo informacja o odjezdzie tego jednego autobusu dziennie sama nie przybedzie do podroznika, a zaufanie pierwszej badz drugiej osobie, ktora z Toba zaczyna rozmawiac po przyjezdzie do nowego miejsca nie daje gwarancji znalezienia odpowiadajacego Twym wymaganiom noclegu. Skupienie sie na tym pozwala nastepnie na dalsze skupienie, choc jedynie pod warunkiem poprawnego wykonania skupienia pierwszego. Kolejne skupienie moze byc ukierunkowane na tematy bardziej „odziemne” – w odroznieniu od przyziemnych, pierwszych tematow.

I tak w Afryce Wschodniej snulismy dalsze plany i przygotowania, ktore mialy na celu wypelnienie pozostalych dni podrozowania. Nasza wyobraznie pochlonela wizja zwiekszonej ilosci odcinkow przebytych droga lotnicza, co pozwalaloby na zmultiplikowanie doznan, bo dawaloby czeste zmiany srodowiska i kraju. Chodzi po prostu o fakt, ze z calych sil probowalismy zblizyc sie do koncepcji zakupu biletu Round-The-World, czyli dookola-swiatowego, dzieki ktoremu mozliwe jest pokonywanie oceanow.

Pierwsza rzecza, z jaka musielismy sobie dac rade, to zmiana z deterministycznego planowania, na element hazardowy. Dotychczas kierunki obierane i kraje planowane uchodzily za mozliwe do osiagniecia przez nas w danej sytuacji. A w poczatkach sierpnia dwa tysiace jedenastego, bedac tymczasowo w kraju, dwie osoby bez zatrudnienia, w tym jedna po zlozeniu wypowiedzenia postanowily wystapic o amerykanska wize turystyczna, dla bezrobotnej podrozniczki – a to w celu skomponowania wymarzonego odcinka poludniowo-amerykanskiego we wspomnianym bilecie dookolaswiatowym. Przyznam, ze zdawalismy sobie sprawe z karkolomnosci i mozliwej stracie po prawdopodobnym negatywnym wdrozeniu metody hazardowej, ale – jak to z hazardem bywa – perspektywa pewnej wygranej potrafi znaczaco odmienic punkt widzenia.

Plan hazardowo-wizowy spowodowal, ze musielismy (i chcielismy) skierowac swoje kroki do Krakowa. Przyjemne z pozytecznym – gdyz przed-europowy-wylotowy pobyt w Addis Abebie wzmogl w nas apetyt na architekture i porzadek. Jakze przyjemne bylo to wedrowanie po oswietlonych fragemntach rynku i siedzenie, zwroconym twarza do przechodniow, przy ruchliwym fragmencie harmonijnej zabudowy. Jakze pozyteczne w zamysle bylo to umowienie sie po czterech dniach od ladowania w Polsce na rozmowe z konsulem Stanow Zjednoczonych, aby przekonywac go/ja o przydatnosci pozytywnej decyzji wizowej. A jakze stresujace bylo uswidomienie sobie, ze w Polsce mowimy zwykle o odmowie przyznania wizy amerykanskiej. Hazard.

Kolejne etapy podrozy takze byly polaczeniem przyjemnego z pozytecznym. Po pozytycznym otrzymaniu wizy USA, nalezalo czekac na informacje o okresie jej obowiazywania, gdyz konsul w przyjemny sposob nie udzielil tej informacji. Nalezalo pozytecznie spedzic czas oczekiwania na przesylke DHL z paszportem zawierajacym wszelkie niezbedne informacje do sfinalizowania transkacji na podroz dookola swiata. Uznalismy, ze nalezy sie jeszcze wstrzymac, gdyz kupno biletu, a pozniej przekonanie sie, ze wiza moze nie obejmowac okresem waznosci momentu przesiadki w USA, byloby przykre.

Podrozowanie bez paszportu, z ciaglym monitorowaniem stanu jednej wizy i przygotowaniami do kolejnej, jest sila rzeczy podzielone na niedlugie etapy. Czy to Afryka, czy Polska, Litwa czy Łotwa, to tryb dwoch noclegow w danym miejscu bardzo dobrze sie sprawdza. W trybie 48 godzin nalezy odnalezc – a wczesniej znalezc, czy to w przewodniku, czy w internecie – miejsce noclegowe kierujac sie oznaczeniami dostepnymi w miescie, gdyz plan wyjazdu samochodem powstal szybko i niespodziewanie, zatem i wyposazenie w GPSy i mapy mowiace, nie nastapilo. Udawalo sie wczesniej nawigowac bez gadajacego pudelka, to i teraz takze sie powiedzie. Tryb dwudobowy powoduje, ze sa do zapelnienia dwa wieczory, ktore mozna wariantowo ogranizowac spacerami po czystych, odmalowanych, harmonijnie zabudowanych, ciekawie zaplanowanych uliczkach. A kwintesencja tego trybu podrozowania jest lokalizowanie sie w spacerowej odleglosci od wszelkich starowek i centrow, aby moc chlonac i obserowac wieczorne migracje spacerowiczow, wyszukiwac ciekawe zakatki i dawac sobie nagrody zwiazane z wyszukaniem ciekawego zakatka.

Mogac polaczyc wyzej wspomniany tryb podrozowania (to za granica) i przyjacielskie i rodzinne kontakty (to w Polsce) nastapil przeglad miast z historia. Krakow byl odwiedzony gdy jeszcze nasze umysly byly nasiakniete Afryka. Kontrast, jaki pojawil sie przed naszymi oczami – dawal do myslenia. Ucieklismy od wilgoci i ponurych widokow, gdyz tak zegnala nas Etiopia, do wspanialego, rozslonecznionego, pelnego zabytkow, miasta. A ze zbieglo sie to z koncem pory deszczowej w Polsce (mam tu na mysli lipce), to wszechobecne usmiechy i bijaca z twarzy potrzeba korzystania ze slonca, jak u slonecznikow, budowala pozytywna energie.

Gdansk byl jeszcze na granicy pory deszczowej i spedzajace tam, jak i na Polwyspie, czas tlumy ludzi najwyrazniej miotaly sie pomiedzy czytaniem i graniem w gry planszowe w hotelach i pensjonatach, a wychodzeniem na alejki, ulice i promenady, aby przeciskac sie obok innych i opowiadac i sluzbie zdorwia, polityce i sasiadach.  Nasze obserwacje wskazywaly na to, ze druga opcja wygrywala w deszczowe dni tez, i ilosci turystow zaobserwowane na polnocy nieco nas przerazily. Szczesliwie, wokol katedry Najsw. Marii Panny w Gdansku tlum znajdowal sie w lekkim stanie rozrzedzenia, a czas spedzony z widokiem na majestatyczna bryle pozwala pobudzic wyobraznie i zbudowac sobie mala podroz w czasie. Tu mala dygresja – jak juz wspominalem w krajach odleglych od Polski, podroz w czasie jest o wiele latwiejsza do wykonania, gdyz czesto nalezy tylko odjac od obrazu latrnie i druty elektryczne. W Polsce podroze okolo stuletnie jeszcze sa mozliwe, lecz aby siegnac dalej, to  nalezy szukac na tylach zabytkowych kosciolow – tam jest najwieksza koncentracja dawnych sladow. Takim wlasnie miejscem jest koniec (poczatek ?) ulicy Mariackiej w Gdansku.

Obserwujac setki samochodow na drodze do Pucka i dalej, zbudowalismy plan oceny, jak kurorty baltyckie moga wygladac w sasiednich krajach. Jestesmy przywiazani do naszego morza i z entuzjazmem postanowilismy wykonac runde polnocna, aby poobcowac z ludami baltyckimi. w ten oto sposob na pierwszy rzut poszlo Wilno – choc nie nad Baltykiem, to stanowilo kolejny etap naszej podrozy, choc pierwotnie mialo byc Kowno. Aby rozjasnic nieco obraz i przyczyny jakie doprowadzily nas do Wilna, wystarczy powiedziec, ze nie posiadajac wizy rosyjskiej, zmuszeni bylismy robic sporego „rogala” jadac z Gdanska nad wybrzeze litewskie, wiec zdolalismy namowic na krotka wizyte (wspomniane dwa noclegi) S i S i przed kurortami kontynuowalismy szlak miejsc z historia. Kowno zwiedzilismy w ciagu poltorej godziny, a to dzieki pani z hostelu do ktorego zamierzalismy sie wybrac by spedzic uroczy czas w Kownie wraz z jego mieszkancami i turystami. Dzieki czasowej nieobecnosci pani, zdolalismy zobaczyc, ze miasto bylo doslownie ogolocone z mieszkancow, w informacji turystycznej dowiedzielismy sie, ze w zwiazku z dlugim weekendem lokalizacje zwiazane z jeziorami i morzem zostaly wybrane przez milych mieszkancow tego urokliwego, choc niezbyt wiele oferujacego miasta. Nastapil przeskok do Wilna, gdzie dlugi weekend byc moze takze wygonil mieszkancow, ale nie turystow i mielismy okazje porownac oferte krakowska z gdanska i z wilenska (oferta kowienska byla znacznie skompresowana). Moglismy sie przekonac, ze wcale nie znudzily nam sie europejskie zabytki, widok waskiej uliczki, bruku od ktorego odbija sie ostre swiatlo sloneczne, czy cisza i skupienie w swiatyni ktoregos z wyznan chrzescijanskich.

I gdy po Wilnie mial nastapic odwrot od trybu miejskiego, to w drodze do Klajpedy zdecydowalem sie na odsuniecie baltyckiego wybrzeza na powrotna droge z polnocy do Polski i skierowalismy swe kola do Rygi. Dotarcie do wybranego z przewodnika hostelu nastreczylo sporo trudnosci, ale po konsultacjach w jezyku rosyjskim i parokrotnym obejsciu terenow polozonych przy dworcu kolejowym, namierzylismy wlasciwe miejsce. Ryga to miejsce blyszczace wsrod ofert tanich linii lotniczych, i jak polskie miasta traktujemy inaczej, bo sa nam blizsze, tak w Rydze moglismy sie przekonac jak podrozuje sie backpackersko po Europie. Miasto zasluzenie jest oblegane przez mlodych turystow decydujacych sie na hostele w centrum, zamiast basenow i klimatyzacji. Nie sprawdzilismy statystyk dotyczacych polskich miast, ale w Wilnie ok. połowa populacji to Litwini (choc oficjalnych Polakow jest mniej w statystykach), a w Rydze ok 60% Łotyszow. I reszta to nie turysci – lecz inne nacje, latwo domyslic sie jakie gdzie dominuja.

Zaskoczeniem byl dla nas widok miejscowych, ktorych spora czesc moznaby przeniesc wstecz 20 lat i troche na wschod i pasowaliby doskonale. Nie widac tego na starowce, ktora jest po prostu imponujaca. Ale blisko starowki juz tak. Ryga otrzymala swoj palac kultury, co pomagalo nam w orientacji podczas nielatwego poszukiwania wybranego hostelu. Obecnie pelni jedna funkcje, odmiennie od najwiekszego, warszawskeigo. Zajety jest przez bank. Przyznac nalezy, ze baltycki plan gleboko zapuscil swoje korzenie – a obok Rygi znajduje sie pas zagospodarowanego juz dawno wybrzeza, bedacy kurortem w Prusach – Jurmala. Kolekcje widokow miast i starowek juz uzupelnilismy, dzieki szybkiemu tempu bylo to dla nas wielce pouczajace; czas na ocene kurortow.

W Jurmali widac dawna klase. Sporym wysilkiem odrestaurowane drewniane rezydencje ciagna sie w centralnej czesci zgrupowania osad przez kilka kilometrow. Pewno poczatek lat dziewiecdziesiatych zastal zmiany w strukturze wlasnosci, i pewno koszt nabycia terenu byl wielokrotnie nizszy od kosztu odnowienia budynku. Zwiedzajac okolice mozna powiedziec, ze kto zdecydowal sie na zakup nieruchomosci w Jurmali w tym okresie na pewno byl we wlasciwym miejscu we wlasciwym czasie.

Nastepnym miastem, ktore bylo w planie odwiedzin byl Tallin, ktory uzupelnialby kolekcje starowek i baltyckich wybrzezy. Lecz niestety, tym razem nie mogl byc, gdyz duch wizowy ciagle ustawial nam program wycieczki. Otrzymanie Wizy amerykanskiej to byl sukces, ale okazuje sie, ze w drugiej dekadzie XXI w. istnieja takze porownywalne wyzwania – a wiza indyjska dla obywateli Polski to wyzwanie. Poprzednio uzyskane wizy, ktore w niezwykle milej i sympatycznej atmosferze dostawalo sie bezplatnie w ambasadzie na Reytana w Warszawie, spowodowaly, ze bylismy przekonani o szbkosci i sprawnosci procesu. A o tym, ze jest inaczej moze swiadczyc fakt, ze piszacy te slowa wraz z malzonka nie sa w chwili pisania tego tekstu posiadaczami wizy, gdyz jest ona w trakcie bycia przyznawana.

I chec minimalizowania ryzyka spowodowala, ze w Rydze nastapil zwrot i polnocne kraje zamienilismy na sprawny powrot do stolicy, aby udac sie na Reytana. Rownolegle z fizycznym oddaniem paszportu zglosilismy sie do serwisu prowadzonego przez Wietnamczykow aby trzymac promese wizy wietnamskiej, na co takze trzeba bylo troch epoczekac w niepewnosci, ale z sukcesem. A ambasada Indii wykorzystuje czas, jaki ma na przyznanie wiz, gdyz 26 sierpnia jeszcze jestesmy w stanie oczekujacym.

Peregrynacje polnocne natchnely nas – choc juz zmuszeni bylismy porzucic Baltyk, nie zebrawszy stosownego materialu porownawczego – aby kontynuowac szlak miast odwiedzanych tlumnie. Wybor padl na Wroclaw, ktory – pewno znow dzieki tanim liniom lotniczym – dostaje w wakacje swoja dawke zwiedzajacych. Zasluzenie, gdyz i czesc swiecka i czesc sakralna w tym miescie stanowia o jego wyjatkowosci. Wizyta tam, szczegolnie po dlugiej nieobecnosci – a takze jako element nowego eksperymentu porownania doswiadczen miejskich  – pozwolila skonfrontowac swieze doznania i obserwacje z wyobrazeniami. Nasza uwage zwrocily przykladowo porcelanowe glowy umieszczone na fasadzie arkad, choc pewno wiele detali archotektonicznych pozostalo niezauwazonych. Inna ciekawostka jest wyprodukowana we Francji karuzela dla maluchow w parku w okolicach starego miasta.

Zgodnie z zasada „dwoch doob” zabawilismy tyle we Wroclawiu i skierowalismy sie do Pragi, gdyz to miasto przyciaga jak magnes. To ma niestety minusy w postaci utrudnien noclegowych i podroz tam przez kilka dni stala pod znakiem zapytania. Potrzebne bylo kilka prob internetowych aby byc pewnym, ze gdy znajdziemy sie przy ulicy o nazwie Zikova, to nie pocalujemy klamki. A tam przeciez nie mozna chodzic i mowic, ze „szukamy noclegu”. Tak, na marginesie, to chyba zbytnio wbilem sobie to do glowy, bo raz jednak zagadalem, ze „szukamy adresu”.

W taki sposob minely i mijaja dni podrozowania bez paszportu. Jaka to odmiana od czasow niedalekich, kiedy to tez Rodzice nasi i my nie mielismy paszportow, choc do NRD czy Czechoslowacji na dowod mogli jezdzic mieszkancy okolic przygranicznych. Bo do CCCP to chyba nie. Teraz duzo wiecej moglismy zwiedzic i faktycznie zwiedzilismy , co w tych kilkudziesieciu slowach przekazuje Szanownemu Czytelnikowi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii trip. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

14,681 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>