Chile Peru Boliwia odgrzewane

f1000032 img_0200 f1010036 f1000026

Na nasze powitanie w rejonie mocno zatrzęsło ziemią kiedy pojawiliśmy się na rozpoznaniu Chile, Peru i Boliwii. I te kilka zdjęć będzie jak odgrzewany kotlet, bo odgrzaliśmy je z dysku  po długim, długim czasie. Trochę się wzruszając na wspomnienie przygód z chorobą wysokościową, jedzeniem świnek morskich, drgawek przy dendze i cudownej czarownicy, która postanowiła nas pogodzić obdarowując amuletami. Chociaż trudno przypomnieć sobie wszystkie przygody, to do tej pory śmiejemy się na samo wspomnienie przeprawy autobusem przez Andy, ratowania zdrowia liśćmi koki, wielogodzinnej nocnej wędrówce po podkładach kolejowych (bo innej drogi nie było) czy uroczej seniorze Carmen podejmującej nas w swej zrujnowanej rezydencji. I na tych starych zdjęciach jest jeszcze P., który po raz pierwszy po milionie lat obciął wówczas włosy a O. przeżywała dramat świeżej utraty dredów.

40960023 img_0802 img_0810 40960015

A to całe odgrzewanie zdjęć jest przez Anię i Piotrka (frikiafriki.pl), którzy niedawno wrócili ze swojego półtorarocznego smakowania Ameryki Południowej.Po całej nocy (dosłownie bo skończyliśmy już zaawansowanym rankiem) słuchania ich opowieści i oglądania slajdów, chociaż na chwilę chcieliśmy się przenieść mentalnie na tamten kontynent, za którym ciągle tęsknimy.

img_0220 img_0368 img_0593 40970015 f1010002

Reszta zdjęć w galerii.

Opublikowano trip | 1 komentarz

„Choda hafez”

img_2375 img_2361 img_3047

Nie będziemy tu przytaczać szczegółów tej historii, ale bardzo chcieliśmy się odwdzięczyć spotkanemu 7 lat temu w Szirazie człowiekowi. Niestety poszukiwania i dopytywania o niego okazały się bezowocne. Nie znaleźliśmy go. Może następnym razem, może w końcu kiedyś uda się nam go znowu znaleźć.
Z Iranem związana jest cała masa historii i przygód, które jeśli chce ktoś poznać to przy szafranowym cukrze i pistacjach chętnie opowiemy.Bo jakoś opisywać byłoby stanowczo za długo…

img_2964 img_2868 img_2437

Czasami myślę, że podobni ludzie poruszają się podobnymi ścieżkami.  Wiele lat temu, w Jezdzie, zupełnym przypadkiem spotkałyśmy się z koleżanką. Z sentymentem wspominam to spotkanie i opowiadając o tym wydarzeniu poznanemu tym razem, w owym miejscu kurdyjskiemu chłopakowi, okazało się, że chociaż mieszkamy po różnych stronach globusa to ten wielki świat jest zachwycająco mały i mamy wspólnych znajomych! I jest w tym jakaś niesamowita magia.

img_2385 img_2412

Początek i koniec pobytu w Iranie to też spotkania i rozmowy ogólnożyciowe z naszą irańską koleżanką. I to też jest fajne, że pomimo wielu lat i odległości, pewne znajomości ciągle trwają i niech tak będzie-z Wami też.
Nie będę opisywała co tu do zwiedzania, w necie znajdziecie tego od zatrzęsienia. Bo zabytki to jedno. Ale prawdziwym bogactwem Iranu są fantastyczni ludzie.
Teraz był tylko Isfahan, Sziraz i Jazd. Do Iranu wrócimy niebawem!Ktoś chce z nami?

img_2456
Opublikowano trip | Skomentuj

Irański plac zabaw

img_2149 img_2256 img_2043

Posługując się kolokwializmem, to irańczycy mają absolutnego fioła na punkcie dzieci. Jeśli ktoś zastanawia się gdzie jego dziecku będzie najlepiej w wakacje, warto rozważyć tę destynację. Nie jesteśmy w stanie przejść między krawężnikami, żeby nasz Maluch nie został obsypany setkami komplementów i pocałunków, najgorsze są jednak wręczane mu hurtowe ilości drobnych prezentów, które w oczach dwulatka stają się oczywistością.
Od kiedy Syncio opanował po persku mówienie do widzenia „choda hafez” oraz kilka innych zwrotów machina zachwytów jeszcze bardziej się rozkręciła a wraz z nią dawka otrzymywanych przez Młodego słodyczy.

img_2327 img_2232

Odkryliśmy nowe miejsce do lokalnych integracji czyli świetnie wyposażone place zabaw, które bez problemu można znaleźć na każdym niemal skwerze. Już tradycyjnie, Młody postanowił przetestować irańską służbę zdrowia, której wystawiamy jak najbardziej pozytywną recenzję.

f1030007 f1030023 img_1773

A wokół nas przygotowania do Święta Aszura. Woda w fontannach po zafarbowaniu przybrała kolor krwi męczenników, dzieci i dorośli zakładają czarne, żałobne szaty, trwa zaduma, ulicami przechodzą procesje, widać biczujących się mężczyzn.  Dzięki inscenizacjom szczegółowo poznajemy los Imama Husajna uważanego za pierwszego z męczenników.

20151025_105448 img_2350 f1020005

A Młodemu pokazujemy Persje, liczac,że również pokocha ten kraj. Kraj wysokiej kultury, gdzie fascynująco  funkcjonuje rozbudowany i niesamowity wręcz system grzecznościowych Ta’arofów (warto sobie trochę o nich poczytać;)), które dla wielu „zachodniaków” są wręcz niezrozumiałe. Np. wymaga się by prosić usłużnie o możliwość uiszcznia opłaty za usługę a kontrahent wielokrotnie zwyczajowo musi odmawiać, używając formułek w stylu „że nie jest wart przyjecia zapłaty” i tak do skutku. Kiedy sprzedawca zwraca się z pełnymi łez oczami mówiac,żeś jest przyjacielem i błaga byś zechciał przyjąć od jego niegodnego ten oto dywan, chociaż obaj wiecie, że za dziesiątym razem w końcu poda cenę tylko jeszcze herbatę, trzeba z nim wypić,żeby zechciał tę kwotę przyjąć.
Czasami jednak ponosimy ta’arofowe porażki, gdy setki naszych błagań i próśb, że chcemy i musimy za coś zapłacić, nie przynoszą rezultatów i słyszymy, że to już nie jest ta’arof tylko po prostu jesteśmy gośćmi a goście w Iranie za nic nie płacą:)

ps.Historia lubi zataczać koło-poprzednie tragiczne skrócenie włosów P. miało miejsce 7 lat temu. W podobnych okolicznościach doszło również do tegorocznych podtrzyżyn i ostatnie zdjęcia, robione na przestrzeni lat, są tego dowodem. Ciekawe tylko co tak chłopaka konserwuje…

img_2253 img_1824
Opublikowano trip | Skomentuj

„Hole Szumo Czist ?”

img_1804 f1020031 f1020024

Według kalendarza Dżalali był 1387 kiedy odwiedziwszy Iran, posługując się mało plastyczną metaforą, kawałek nas już tam został.
Dla mnie, Persja, to takie miejsce na świecie, gdzie spotyka się niewyobrażalną wręcz gościnność, serdeczność, bezinteresowność, opiekuńczość. Nie wiem jaka ilość pozytywnie skorelowanych wyrazów byłaby w stanie oddać ciepło w relacjach interpersonalnych, którego codziennie doświadcza się tu na wielu poziomach.

f1030018 img_1789

Bez względu na to kto tutaj na jakim stołku trzyma się władzy i co wygaduje, mało jest jeszcze takich miejsc na świecie, gdzie spotkaniu z innym człowiekiem towarzyszy tyle pozytywnych emocji i ciepła. I chyba Iran jest takim przykładem jak łatwo medialnie można wykreować negatywny wizerunek miejsca, które stereotypowo straszy a w rzeczywistości jest „krainą łagodności”.

f1020014 img_1811

Po 7 latach wróciliśmy do odczuwalnie bardziej liberalnego Iranu. Wiele się pozmieniało i po prostu jest inaczej (idąc datami, to tak jak ktoś odwiedził Polskę w 1987 a potem w 1994 roku i chociaż ten sam, to był to już zupełnie inny kraj). Niegdyś wszechobecna policja moralna, teraz jakby niezauważalna (aż sentymentalnie ucieszyliśmy się spotkawszy jej przedstawiciela w ilości sztuk jeden), dziewczyny z chustami na głowie ledwo trzymającymi się czubka koka, w zwykłych spodniach i bluzkach z lekkimi tunikami, przy których, w mojej poprzednim razem zakupionej burce, wyglądam jak mocno konserwatywna panna, pepsi  w sklepach i niestety iskrzące się reklamy oraz wszędzie wdzierające bilboardy. Dzikie tłumy turystów (zorganizowane grupy polskich buraków też dotarły psując nam markę narodu kulturalnego).

img_2004 20151024_154332

Poeci „przewracają się w grobach” bo w metrze zamiast czytać ich wiersze ludzie bawią się swoimi „srajfonami”. Jest inaczej. Stare wspomnienia mieszają się i nie nadążają za nową irańską rzeczywistością. Więc zdjęcia też będą wymieszane, nie tylko z jednego tutaj pobytu ale i poprzednie, jeszcze robione na czarno-białej kliszy.

img_1731
Opublikowano trip | Skomentuj

Santeria Party

img_0950 img_0944 img_0936

Jorubowie fascynowali mnie kiedyś do stopnia niemalże obsesyjnego. Niestety do Nigerii nie udało się dotychczas dotrzeć. Za to dzięki przeniesionej na karaibski grunt ich religii w postaci Santerii udało się wczuć w mistyczną atmosferę obrzędów. I znowu dzięki Oskarowi, którego szwagier okazało się, że jest Babalawo (w dużym skrócie wysokim kapłanem). Działo się dużo! Ale pewnych rzeczy na literki nie sposób przełożyć i tego robić nie będę.
Uczestniczyliśmy w uroczystości na cześć Eleggua, boga wszystkich życiowych dróg czyli naszej też…

img_0940 img_0961

Każdy kolor, gest, wszystko miało znaczenie.
A swoją drogą Oskar chętnie nie tylko pokieruje po zabytkach i zaułkach Hawany ale też wprowadzi w duchową atmosferę jego rodziny. Gdyby ktoś wybierał się na Kubę, polecamy do niego bezpośredni kontakt-sarahit@infomed.sld.cu

4.VII.2015

img_0974 img_0995 img_0923
Opublikowano trip | Skomentuj

Poezja geograficzna

img_9214 img_0398 img_0095

Przy krawężniku brukowanej kamieniem ulicy spotkaliśmy wybitnego jegomościa, jedynego nam znanego, poetę geograficznego. I tu w zasadzie powinniśmy strzelić wykład o poezji geograficznej ale znaczne braki wiedzowe na to nie pozwalają. Poeta zaprezentował z dziesięć sumptem własnym opracowanych tomików zawierających wszystkie kontynenty i posiadających nazwy swobodnie płynących przez nie rzek otoczonych tworem ludzkim w postaci miast i osad. Liryka niesamowita jak spróbuje się pojąć to zjawisko a jeszcze bardziej przedstawiciela niniejszego nurtu. „O co kaman” ogólnie ogarnęliśmy, natomiast głębszej filozofii i założeń nie jesteśmy w stanie przekazać dalej. Przyczyna prosta- rum albo/i nasz hiszpański nie pozwolił na przekroczenie magicznej bariery zrozumienia natomiast kolejna ciekawa znajomość została zawarta.

img_9485

Świat inny, kapsułka przeszłości patrząc na sklepy gdzie zamiast dewizami płaci się w lokalnej walucie a na półkach oprócz rumu w zasadzie nic nie ma. Sklepów w zasadzie też nie ma bo jak nic w nich i tak nie ma to byt ich jest nieuzasadniony. Kryzys z papierem toaletowym został prawdopodobnie chwilowo zażegnany ale permanentny kryzys na Kubie jest w rozkwicie. Kolejki za bułkami sięgające dwóch przecznic wzbudzają, bez sentymentu do owych kolejek, wspomnienia z dzieciństwa.

img_9435 img_0758

W zasadzie cała żywność organizowana jest „na lewo”. Chylę więc czoła naszym gospodarzom, którzy ugaszczają nas rewelacyjnymi homarami, krewetkami, i wszelkimi owocami. Raczej tylko czarnej fasoli z ryżem tu wystarcza (nawet jakaś lokalna punkowska grupa tak się nazwała).

img_9919 img_9955 img_0144

Poza tym wszystko jak na pocztówce z przełomu lat 50/60tych. Koneserom polecam. Zdjęcia trzeba przyjeżdząc robić szybko bo w ramach unowocześniania pojawiły się juz  auta z roczników 80tych. Z eksportem na Kubie ciężko (z importem zresztą też) oprócz towaru w świat wysyłanego w postaci lekarzy-i tych mają dobrych, jak zwykle sprawdzaliśmy;)
Jutro Hawana. Stanowczo za szybko. Mamy jednak nadzieję,że z zapoznanymi na początku pobytu osobami uda nam się spotkać zwłaszcza w trybie obiecanych i osławionych hawańskich koncertów i prywatek.

¡Hasta mañana!

21.06.2015

img_0920 img_0696 img_0010
Opublikowano trip | Skomentuj

Cuba Libre

img_0089 img_0632 img_0413

Ze sfermentowanym płynem w tle znajomości na Kubie łatwo nawiązać nawet przysiadając się do lokalnych muzyków na krawężniku. Zresztą można odnieść wrażenie,że istnieją jakieś „geny” umuzykalniające kubańczyków, niesamowite dźwięki i dobra, perfekcyjnie wykonywana muzyka rozbrzmiewa niemal na każdym rogu. Wibruje rumba, cha cha, salsa. Ale też i punk rock się przytrafia.W dzień i w nocy tańczyć i skakać można wszędzie. Wokół wibrują kolory, a atmosferę scenografii filmowej nakręcają przejeżdzające co najmniej 50-letnie buicki, garbusy, chevrolety i cadillac-ki. Wnętrza budynków i splendor dawnego bogactwa onieśmiela.

img_0633 img_0826
Tutaj odkrywa się smak cygara a raczej to,że wcale nie śmierdzi tylko roztacza ciekawy aromat. I rum. Bez rumu nie będzie już życia! Pociachać bryłę lodu z zamrażary, wycisnąć limonkę, dodać lokalną tucolę, rum i mamy Cuba Libre.Babcia w domu obok siedząc na progu też taki drineczek sobie popija. Albo na Hemingwaya zrobić daiquiri-rozetrzeć lód, utrzeć sok z limonki z cukrem i rum. Często w przydrożnych rowach rośnie mięta, wystarczy zerwać, wsypać cukru trzcinowego, docisnąć limonki, zdobyć lód i jest Mohito. Pamiętać, że rumu musi być nieprzyzwoicie dużo.

img_0835

Piją wszyscy. Bo na trzeźwo w zamordyzmie komunistycznym się nie da.Wszystko na głowie postawione. Kubę pokochaliśmy ale ślepi nie jesteśmy. Jak ktoś tęskni za PRLem może przyjechać tutaj-postać w kolejkach, mieć żywność na kartki i czarny rynek, na którym kupuje każdy stając się jednocześnie pretendentem na więźnia.Zresztą do „więźnia” można iść za wszystko. Wolność słowa brzmi jak nieistniejąca kraina, zresztą po angielsku można poczytać tutejszych opozycyjnych blogerów. Miało być lepiej tylko jak to z ideologiami bywa Fidel zatrzymał tu czas 50 lat temu i wielką zagdką jest co oni jeszcze z Raulem wymyślą. Jak ktoś z rozmóców odważy się powiedzieć cokolwiek to podkreśla,że komunizm już na pewno upada. W końcu musi bo ile można ludzi męczyć. Tylko wszystkich trapi pytanie-czy Fidel jeszcze żyje?.

img_0747
Opublikowano trip | Skomentuj

Hawana rozwalana

img_9341 img_9377 img_9084

Niespiesznie spacerujemy po centrum, bo najczęściej ja pcham pusty wózek i Ola pcha lub ciągnie naszego Synka, i rozglądamy się na wszystkie strony. Głównie dlatego aby nie wpaść w dziurę w chodniku. Pierwsze wrażenie ścisłego centrum Hawany było lekko szokujące, gdyż nie było fragmentu nie remontowanego, czytaj rozwalonego. Każdy chodnik rozkopany, poruszać się trudno. Wśród tego mnóstwo perełek architektury i scenek rodzajowych. Tu starsza, pomarszczona pani z cygarem czatująca na chętnych na zdjęcie za pieniądze, tu pan z ubranymi pieskami w ciemnych okularach. Nie pan, lecz jego podopieczni w okularach.

img_9817 img_9727
Wędrując tymi „budowlanymi” chodnikami ciągle zakładałem, ze już zaraz się to skończy i będzie europejska ulica, bez taczek i wykopów. I, jakże się ucieszyłem, gdy następnego dnia zostaliśmy oprowadzeni przez przesympatycznego Oskara, który w Polsce studiował, do miejsc w Hawanie które nie były porozwalane. Hawańczycy na pewno są dumni z tego ile już się udało ponaprawiać, bo w tej ładniejszej części Habana Vieja wiele było fotografii okazujących stan budynku przed i po renowacji. O ile łatwiej było nam spacerować, naprawdę odetchnęliśmy z ulga i napawaliśmy się miastem. Ola już mówi, ze musi tu wrócić, bo proste rzeczy bardzo tu cieszą.

img_9679 img_9437

Gospodarze z naszej Casa Particular to Lorena i Luis, są bardzo pomocni i mamy nadzieje spędzić jeszcze ciekawe dni ponownie w Hawanie oraz na wycieczce, którą mamy nadzieje zorganizować z Luisem – całodzienne zwiedzanie okolic Vinales Pontiacem z 1957 roku.

img_9932

Dziś przenosiliśmy się z jednej kwatery do innej, gdyż zdecydowaliśmy jeszcze jeden dzień dać Hawanie – i aby przewieźć zbiór bagaży zawierających wszystkie niezbędne sprzęty dla naszego syna, jechaliśmy ciekawym stworem. Karoseria z lat 50-tych, a deska rozdzielcza i silnik z radzieckiej Lady. Samochody tez rozwalane i składane, jak z klocków.

Ciekawostka – Maluch w dobrym stanie kosztuje 6500 Euro.

img_9570
Opublikowano trip | Skomentuj

„Havana Club” i supermarket

img_9055 img_9164

Nie podaliśmy wcześniej informacji i planach wyjazdowych, ale teraz juz tego nie ukrywamy. Zebraliśmy się w sobie i tak jak coraz większa ilość turystów z Europy i Ameryki Północnej, wybraliśmy Kubę. Informacje o odwilży stosunków z USA przyspieszyły nasza decyzje, choć Kuba od bardzo dawna miała miejsce w naszym notesie. I, jak się od tak dawna o tym myślało, to należało to w końcu zrealizować.

img_9261 img_9072

Pierwszym planem na Kubę było przeskoczenie tych paruset kilometrów, które wyspę dzielą od Meksyku i Cancun. Sprawdzaliśmy temat w 2011, ale nie zdecydowaliśmy się. I dobrze, bo połączyć Kuby i Meksyku by się nie udało, a Latynosi bardzo nam pozytywnie zapadli w pamięć podczas miesięcznego pobytu w Meksyku.

Po prawie 4 latach, oto jesteśmy. Zamieszkaliśmy w centralnej Hawanie, choć nie w Habana Vieja, tylko 500m od niej. Czerwiec to niby nie sezon turystyczny tutaj (co dla nas akurat jest zaleta), ale nie było łatwo ze znalezieniem noclegu. To samo z samolotem – był pełny, wiec ruch na Kube jest zintensyfikowany. W końcu w 2015 jest już o 1/4 turystów z Europy więcej a z USA (co nadal jeszcze nie moga przyjechac tu z celu stricte turystycznym) – przyjezdni zwiększyli sie o 1/3 w stosunku do 2014. Amerykanie z USA muszą naginać rzeczywistość, gdyż mogą przybyć na Kubę w celu pomocowym, albo z innego kraju. Polacy mogą bez problemów ze swojego kraju przybyć, co stawia nas w nieco lepszej sytuacji.

Pierwsze spacery to zorientowanie się w bezpośredniej okolicy, gdzie odkryciem było to, ze owszem, wzdłuż ulicy sa niewielkie sklepy, ale jest to tylko co druga witryna, reszta to straszące pustostany, a te sklepiki czy małe bary co funkcjonują to maja często rozmiar 9 metrów kwadratowych. Trafiliśmy także do Centro Commerciale La Epoca z dużym supermarketem, który dal tytuł temu wpisowi.

img_9108 img_9273

W środku zaskoczyło mnie, ze towarów było naprawdę sporo – słyszeliśmy, ze od około roku-półtora Kuba przyspieszyła i coraz więcej towarów może być dostępnych. Porównując małe sklepy na powierzchni (i swoje własne wyobrażenie o kryzysie) bylem przygotowany na szary papier opakowaniowy wszędzie i tylko pojedynczy rodzaje produktów.  A tu naprawdę dużo i kolorowo. Nie udało nam się sprawdzić jeszcze czy są inne rzeczy dziecięce niż mleko modyfikowane (które nam się nie przyda), sprawdzimy to później.

Aby się zaopatrzyc w wode, wybralem duzy baniak z gornej polki. Przy zdejmowaniu go – a bylo to 10 kg, bo dwie butle ze soba polaczone – zahaczylem o listwe, gdzie sa umieszczone ceny na froncie polki sklepowej. Odskoczyla, wiec juz juz sie szykowalem by ja poprawic po postawieniu wody na podlodze, ale tego nie zrobilem. Trudno, niech obsluga sie tym zajmie. Pod listwą było multum, niewielkich, bo niewielkich, ale karaluchów. Tak nas przywitał supermarket.

img_9282
Opublikowano trip | Skomentuj

Home Sweet Home

img_7741 img_7552

Nawet w trakcie ostatniego spaceru po singapurskim Bugis udało się nam wypatrzeć kolejne zrobione na ścianie „arcydziełko”. Lubimy wracać do tego miasta-państwa i kolejny raz doceniamy kawał dobrej, nowoczesnej architektury oraz ciekawych rozwiązań w przestrzeni mejskiej. Pod względem estetycznym zazdrościmy im bardzo a w nieraealnych marzeniach dokonujemy przeprojektowania naszej stolicy szukając podróżnych inspiracji. Smuci aktualna brzydota Warszawy a nastrój obniża bolesne uświadomienie sobie,że drugim Singapurem jednak nigdy nie będzie (szybciej Kielce zostaną stolicą RP).
Całkiem sporą dokumentację zdjęciową azjatyckiego street artu zrobiliśmy do pokazywania na spotkaniach towarzyskich. Ukochana Praga Północ przywitała nas ulubionym napisem na Stalowej „Kocham Pragę” oraz prawdziwymi popisami lokalnych mistrzów malarstwa ulicznego w postaci czteroliterowych napisów wysprayowanych z błędem ortograficznym. Home sweet Home. To bierzemy się ostro za wyszukiwanie promocji lotniczych…

img_7618
img_7633
Opublikowano trip | Skomentuj